Ulga po odejściu kogoś bliskiego? W żałobie nie ma złych odczuć

Żałoba po odejściu osoby starszej, którą się opiekował ktoś bliski, może mieć swoją specyfikę. Wśród szeregu emocji i uczuć niektórzy opiekunowie mogą doświadczać ulgi. Psycholog dr Joanna Szczuka z Kliniki i Polikliniki Geriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie podkreśla, że nie ma w żałobie złych uczuć.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze.
Ulga po odejściu kogoś bliskiego? W żałobie nie ma złych odczuć
PAP/P. Werewka

Na czym polega żałoba?

W ujęciu psychologicznym proces żałoby składa się z pięciu etapów. Najpierw jest okres zaprzeczenia – nie do końca wierzymy, że ktoś nam bliski zmarł, że już go nie ma. Następnie przechodzimy przez etapy gniewu i targowania się. A potem przez rozpacz dochodzimy do pogodzenia się ze śmiercią osoby bliskiej. Takie są etapy opisywane w literaturze przedmiotu. Jednak nie każdy człowiek przeżywa żałobę tak samo. Niektóre z wymienionych etapów mogą w ogóle nie wystąpić albo mogą na siebie zachodzić, być trudne do rozróżnienia. Dzieje się tak dlatego, że przeżywanie żałoby jest procesem indywidualnym i ma bardzo intymny charakter.

Co innego oznacza odejście podopiecznego, który był bliskim dla opiekuna, a co innego, gdy to osoba spoza rodziny. Jak to się różni w sferze emocji?

W przypadku opiekunów rodzinnych osób starszych pierwsze etapy żałoby w ogóle nie muszą wystąpić. Opiekun może nie doświadczać zaprzeczania, ponieważ w pewien sposób był świadomy, że taka sytuacja prędzej czy później nastąpi. Jeśli jednak pojawi się zaprzeczanie, może ono objawiać się tym, że opiekun mechanicznie wykonuje wszystkie czynności związane z pożegnaniem zmarłego albo podczas pogrzebu jawi się jako pozbawiony emocji.

Z racji tego, że opiekun wiedział, że prędzej czy później moment śmierci osoby bliskiej nastąpi, może nie występować u niego etap gniewu. Jeśli jednak występuje, może wyrażać się w myślach typu: „Może gdyby rodzina bardziej mi pomogła, mój bliski żyłby dłużej?” albo: „Nie jestem pewien, czy lekarz zrobił wszystko, żeby pomóc mojemu bliskiemu”.

Etap targowania się również może nie występować. Jeśli jednak się pojawia, to ujawnia się pod postacią pytań: „Dlaczego zgodziłem się na tę operację, czy gdybym się nie zgodził, to mój tata żyłby dłużej?”, „Czy mogłem postąpić inaczej?”. Przybiera to postać obwiniania siebie i zastanawiania się, czy mogliśmy zrobić coś więcej dla bliskiej osoby.

Najczęściej u opiekunów rodzinnych występują dwa ostatnie etapy żałoby, czyli rozpacz i akceptacja. Rozpacz związana jest ze sprzecznymi odczuciami opiekuna, może on też doświadczać dolegliwości somatycznych typowych dla depresji, np. może mieć problemy ze snem, z apetytem, niechęć do wstawania rano i rozpoczynania codziennych czynności.

Ostatni etap, czyli pogodzenie się ze śmiercią bliskiego, w przypadku opiekuna osoby starszej zaczyna się właściwie już za życia podopiecznego z racji jego wieku. Śmierć osoby starszej najczęściej nie jest nagła, to proces, do którego można się w pewnym stopniu przygotować.

Warto dodać, że w przypadku opiekunów rodzinnych bardzo często po śmierci bliskiego pojawia się uczucie ulgi. Wiąże się ono z tym, że bliski nie doświadcza już cierpienia. Bywa też, że opiekunowie są przeciążeni opieką i śmierć podopiecznego daje im możliwość wytchnienia. Jednak ulga w takiej sytuacji nadal jest w naszym społeczeństwie uczuciem nieakceptowanym kulturowo, dlatego opiekunowie nie przyznają się do niej. Dopiero kiedy trafią na grupę wsparcia, albo dowiadują się, że inni też odczuwają podobnie, są skłonni przyznać się do tego uczucia – choć jest ono naturalne i powinno być pozbawione jakichkolwiek ocen ze strony osób trzecich.

A jak wygląda to w przypadku profesjonalnych opiekunów? Oni często też przywiązują się do swoich podopiecznych...

Także w przypadku opiekunów zawodowych żałoba jest zjawiskiem jak najbardziej naturalnym. Kiedy opiekujemy się podopiecznym, on też może stać się dla nas kimś bliskim. Towarzyszenie mu w cierpieniu lub chorobie staje się aktem intymnym, więc nie sposób w takiej sytuacji całkowicie uniknąć zaangażowania emocjonalnego. Ale trzeba przyznać, że w przypadku opiekunów zawodowych przyzwolenie społeczne na żałobę jest mniejsze.

Kiedy umiera ktoś z rodziny, niektórzy na znak żałoby noszą czarne ubrania. Naturalnym jest, że zamykają się w sobie, czasowo odcinają się od kontaktów z innymi. Tymczasem po śmierci podopiecznego rola opiekuna zawodowego często jeszcze się nie kończy – zdarza się, że wspiera on rodzinę zmarłego w żałobie, pomaga w przygotowaniu pogrzebu. Dlatego często opiekunowie zawodowi tłumią swoje emocje, bo tego się od nich wymaga jako od osoby wspierającej.

Niektórzy uważają, że profesjonalny opiekun nie powinien przywiązywać się do swojego podopiecznego. Kiedy jesteśmy opiekunami zawodowymi i zmarł nasz podopieczny, warto zastanowić się, czy przeżywana przez nas żałoba wpływa też na inne sfery naszego życia. To pozwoli nam uświadomić sobie, czy granice pomiędzy profesjonalizmem a empatią zostały przekroczone. Warto zadać sobie pytanie, czy przeżywając żałobę po podopiecznym zaniedbujemy naszą rodzinę, dzieci? Czy poświęcamy im mniej czasu? Czy nie zaniedbujemy naszych podstawowych potrzeb, jak jedzenie, spanie, higiena? Czy realizujemy aktywności, które jeszcze niedawno sprawiały nam przyjemność? Dobrze jest więc odpowiedzieć sobie na pytanie: jak funkcjonujemy w naszej codzienności? Nie możemy bowiem zapominać, że jako opiekunowie profesjonalni oprócz sytuacji zawodowej, a w niej przeżywanej żałoby, mamy też swoją rodzinę i swoje życie. To jest nasz główny punkt odniesienia.

Czy zawód opiekuna to zawód na lata, czy jednak niekoniecznie?

Zdarza się, że opiekunowie zawodowi w pewnym momencie czują, że muszą zakończyć swoją pracę, na przykład po śmierci któregoś z podopiecznych, z którym byli blisko związani. Czasem mają poczucie wypalenia albo odczuwają przedłużoną żałobę. Bywa i tak, że opiekunowie rezygnują z pracy, kiedy umiera ktoś z ich rodziny, albo gdy dowiadują się o ciężkiej chorobie wśród swoich najbliższych. To przewartościowuje ich sposób widzenia, czują, że nie są wtedy w stanie pomagać innym, lub jednocześnie i rodzinie, i komuś obcemu.

Zawód opiekuna jak najbardziej może być na całe życie. Myślę, że zależy to od tego, jakie sami mamy doświadczenia życiowe i jakie mamy podejście do śmierci. Co myślimy na temat naszej starości? Co myślimy na temat śmierci, która jest przecież czymś nieuniknionym? Nasze podejście ujawnia się w momencie, kiedy jako opiekunowie towarzyszymy podopiecznemu w umieraniu: czy skupiamy się wtedy na procedurach medycznych, na kontaktach z lekarzem i uciekamy od przebywania z osobą, która umiera? Czy umiemy być z podopiecznym, spędzać z nim ostatnie chwile jego życia, patrzeć mu w oczy, być blisko? Czy nie czujemy się niezręcznie w milczeniu?

Towarzyszenie w procesie umierania jest przywilejem, jest współuczestniczeniem w jednym z najbardziej intymnych momentów. Wielu opiekunów dzięki takim doświadczeniom zaczyna żyć inaczej. Mówią oni, że zaczynają żyć bardziej świadomie, że bardziej doceniają to, co mają. Niektórzy widząc, że to proces nieunikniony i naturalny, mniej boją się własnej śmierci. Zdarza się i tak, że osoba zaczyna swoją aktywność jako opiekun właśnie po tym, gdy umiera jej ktoś bliski, kim długo się opiekowała. Zauważa wtedy u siebie predyspozycje do tego zajęcia, może wykorzystać swoje doświadczenie, wiedzę, intuicję.

Co można poradzić osobom, które są w żałobie i wydaje im się, że nie mogą sobie z tym poradzić?

Przede wszystkim możemy w pewien sposób, choć oczywiście nie do końca, przygotować się do przyszłej żałoby, zanim nastąpi moment śmierci podopiecznego. Czyli jeszcze za życia podopiecznego warto zastanowić się, jak możemy ten ostatni wspólny czas dobrze wykorzystać. Jak możemy pożegnać się z podopiecznym, jak możemy spełnić jego wolę? Przygotowanie się do śmierci to uświadamianie sobie, że ten moment kiedyś nastąpi i nie mamy na to wpływu. To naturalna kolej rzeczy.

Po śmierci podopiecznego pomocny może być, i to dla obu stron, kontakt z jego rodziną. Bycie współtowarzyszem żałoby może nam pomóc lepiej zrozumieć własne emocje, na które powinniśmy dać sobie przyzwolenie.

Czy przeżywanie żałoby to taka sytuacja, kiedy potrzebne jest profesjonalne wsparcie?

Żałoba to naturalny kryzys w naszym życiu, najczęściej więc nie wymaga profesjonalnego wsparcia czy pomocy z zewnątrz. Warto więc po prostu dać sobie czas na to, żeby odpocząć, przeżyć to z najbliższymi, w swoim naturalnym środowisku. Każdy ma swój indywidualny sposób przeżywania żałoby. Nie ma lepszego i gorszego sposobu przeżywania żałoby. Jeśli chodzi o opiekunów zawodowych w procesie żałoby, lepiej jest jednak nie podejmować na tym etapie istotnych decyzji. Nie rezygnujmy więc nagle z pracy. Dajmy sobie czas, żeby uporać się z emocjami, szczególnie, jeśli nas zaskakują. Być może postrzegaliśmy siebie jako osobę przygotowaną na takie zdarzenia, a okaże się, że jesteśmy w kompletnej rozsypce. Albo wręcz przeciwnie – odczuwając wcześniej strach, będziemy zaskoczeni, że po śmierci podopiecznego jesteśmy spokojni i opanowani.

Gdzie możemy zwrócić się o pomoc, jeżeli czujemy, że sytuacja nas jednak przerasta?

Jeśli mamy poczucie, że potrzebujemy pomocy z zewnątrz, najlepiej poszukać pomocy psychologicznej albo grupy wsparcia. Istnieje wiele takich miejsc, gdzie można otrzymać wsparcie w żałobie. Warto poszukać konkretnej grupy, która wspiera opiekunów osób starszych. Wtedy uzyskamy pomoc opartą o doświadczenia osób, które były w podobnej sytuacji.

Dr Joanna Szczuka, psycholog,

Pracuje w Klinice i Poliklinice Geriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. Ponadto udziela wsparcia psychologicznego członkom rodzin osób z chorobami otępiennymi w postaci konsultacji indywidualnych, grupowych oraz szkoleń dla opiekunów. Jest współautorką książki „Opiekun szyty na miarę. Poradnik dla opiekunów osób z chorobami otępiennymi”.


Źródło: WIRTUALNEMEDIA.INFO